pokerczytasz strone nr 103
Lecz gdy pan Wo-
łodyjowski zacz.:ie opowiadać o wojnach, które przebył, albo o dziwach, które widział w różnych
magnackich dworach, to robota ustanie, dziewczęta w niego jak w tęczę patrz± i coraz to która¶
wykrzyknie z podziwu: poker „Ach! ja nie żyję na ¶wiecie! Kochanieńcyż wy moi!” – a druga odpowie:
„Cała noc oka nie zmrużę!”
Pan Wołodyjowski za¶, w miarę jak do zdrowia przychodził i szabl± już chwilami zupełnie swobodnie
zacz±ł władać, coraz był weselszy poker i coraz chętniej opowiadał. Pewnego tedy wieczora zasiedli,
jako zwykle po wieczerzy, przed okapem, spod którego raĽne ¶wiatło padało na cał± ciemn±
izbę, ale zrazu zaczęli się przekomarzać. Chciały dziewczęta opowiadania, a pan poker Wołodyjowski
prosił Terkę, żeby mu też co¶ za¶piewała przy lutni.
– Sam waszmo¶ć za¶piewaj! – odpowiedziała odpychaj±c instrument, który jej pan Wołodyjowski
podawał – ja mam robota. Bywaj±c po ¶wiecie musiałe¶ się różnych poker texas holdem pie¶ni wyuczyć.
– Pewnie, żem się wyuczył. Ale już dzi¶ niech tak będzie: ja za¶piewam naprzód, a waćpanna po
mnie. Robota nie przepadnie. Żeby tak białogłowa jaka pro
siła, pewnie by¶ się nie przeciwiła, a mężczyĽnie zawsze¶ bambapoker oporna.
– Bo warto.
– Zali i mn± tak waćpanna pogardzasz? – At, gdzie tam! ¦piewaj już wasza mo¶ć.
Pan Wołodyjowski zabrzd±kał w lutnię, nastroił pocieszn± minę i zaintonował fałszywym głosem:
Przyjechałem w takie miejsce,
Gdzie mnie żadna panna niej-chce!...
– O, to niesprawiedliwie! – przerwała Marysia zarumieniwszy się jak malina.
strona 102poprzednia strona strona 104 kolejna strona czas na poker poker |