pokerczytasz strone nr 112
Musiał nie wiedzieć o powrocie naszym z wojska, bo
śmiało sobie poczyna.
Dobra nasza! rzekł pan Wołodyjowski. To nam się nie wymknie. Strzelby ile u was?
U nas, Butrymów, sztuk ze trzydzieści, u Domaszewiczów dwa razy reguły pokera tyle.
Dobrze. Niech pięćdziesiąt ludzi ze strzelbami ruszy pod waszecią bronić przepraw na bagnach
żywo! Reszta pójdzie ze mną. O siekierach pamiętać!
Wedle rozkazu!
Uczynił się ruch; mały oddział ruszył truchtem ku bagnom poker texas hold em pod Józwą Beznogim.
Tymczasem nadjechało kilkunastu Butrymów rozesłanych poprzednio do innej szlachty.
Gościewiczów nie widać? pytał pan Wołodyjowski.
A! to wasza mość pan pułkownik!... Chwała Bogu! zawołali nowo przybyli. poker texas hold em -- Gościewicze
idą już... słychać ich. przez las. Wasza mość wie, że do Lubicza ją porwał?
Wiem. Niedaleko z nią zajedzie.
Rzeczywiście Kmicic nie obliczył jednego niebezpieczeństwa swej zuchwałej wyprawy; oto nie
wiedział, poker texas hold em że znaczne siły szlachty przybyły właśnie do domów. Sądził, że zaścianki są puste, jak
było za czasów jego pierwszego pobytu w Lubiczu; tymczasem teraz, licząc z Gościewiczami, bez
Stakjanów, którzy nie mogli przybyć na czas, pan texas holdem Wołodyjowski mógł wyprowadzić przeciw niemu
około trzystu szabel i to ludzi przywykłych do boju i wyćwiczonych.
Jakoż coraz więcej szlachty nadciągało do Wołmontowicz. Przyszli wreszcie i Gościewicze, za
którymi się dotąd oglądano. Pan Wołodyjowski sprawił oddział i aż mu serce rosło na widok
wprawy i łatwości, z jaką stanęli w ordynku.
strona 111poprzednia strona strona 113 kolejna strona czas na poker poker |