pokerczytasz strone nr 1260
Nagle zatrzęsła się im ziemia pod nogami, grzmot straszny i huk targnęły powietrzem,
olbrzymi słup ognia strzelił do góry, wyrzucając w powietrze ziemię, mury, dachy, cały
zamek i przeszło pięćset ciał tych, którzy się cofnąć gambling affiliates nie zdołali.
Karol Gustaw w boki się wziął z radości, a usłużni dworacy wnet zaczęli powtarzać
jego słowa.
- Do nieba idą Polacy! do nieba! do nieba!
Lecz przedwczesna to była radość, bo niemniej Sandomierz został w ręku polskim celeb poker i nie
mógł już zaopatrywać w żywność głównej armii, zamkniętej w kącie rzecznym.
Pan Czarniecki rozbił obóz naprzeciw Szwedów, po drugiej stronie Wisły, i pilnował
przeprawy.
Zaś pan Sapieha, hetman wielki litewski i wojewoda poker wileński, nadciągnął z Litwinami z
drugiej strony i położył się za Sanem.
Obsadzono tedy Szwedów zupełnie; chwycono ich jakoby w kleszcze.
- Potrzask zapadł! - mówili między sobą żołnierze w polskich obozach.
Każdy bowiem, texas holdem najmniej nawet ze sztuką wojenną obznajmiony, rozumiał, że zguba
wisi nad najezdnikami nieuchronna, chybaby nadeszły na czas posiłki i wyrwały ich z toni.
Rozumieli to i Szwedzi; co rano oficerowie i żołnierze przychodząc nad brzeg bambapoker Wisły
spoglądali z rozpaczą w oczach i w sercu na czerniejące po drugiej stronie zastępy groźnej
jazdy Czarnieckiego.
Następnie szli nad San, tam znów wojska pana Sapieżyńskiego czuwały dzień i noc,
gotowe przyjąć ich szablą i muszkietem.
O przeprawie bądź przez San, bądź przez Wisłę, póki oba wojska stały w pobliżu, nie
było co i myśleć.
strona 1259poprzednia strona strona 1261 kolejna strona czas na poker
poker |