pokerczytasz strone nr 236
Godzina była ranna, ale na dziedzińcu ruch już panował, albowiem przed głównym korpusem
musztro-. wał się pułk dragonów przybrany w błękitne koletyi szwedzkie hełmy. Długi ich szereg
stał wła¶nie nie– ruchomie z gołymi rapierami bamba poker w ręku, oficer za¶ prze-jeżdżaj±e przed frontem
mówił co¶ do żołnierzy. Naokoło szeregu i dalej pod ¶cianami mnóstwo czeladzi w rozmaitych
barwach gapiło się na dragonów czyni±c , sobie wzajem rozmaite uwagi i spostrzeżenia.
poker – Jak mi Bóg miły! – rzekł pan Michał – toż to pan Charłamp pułk musztruje.
– Jak to? – zawołał Zagłoba – tenże to sam, z którym miałe¶ się pojedynkować w czasie elekcji
w Lipkowie?
– Tenże sam. Ale my od tego czasu w dobrej bambapoker ko-mitywie żyjemy.
– A prawda! – rzekł pan Zagłoba – poznaję go po nosie, który mu spod hełmu sterczy. Dobrze,
że przyłbice wyszły z mody, bo ten rycerz nie mógłby żadnej zamkn±ć; ale on i tak osobnej zbroi
na nos potrzebuje.
poker texas hold em Tymczasem pan Charłamp spostrzegłszy Wołodyjowskiego pu¶cił się ku niemu rysi±.
– Jak się miewasz, Michałku? – zawołał. – Dobrze, że¶ przyjechał!
– Lepiej, że ciebie pierwszego spotykam. Oto jest pan Zagłoba, którego¶ w Lipkowie poker poznał, ba,
przedtem jeszcze w Siennicy, a to panowie Skrzetuscy: Jan, rotmistrz królewskiej husarskiej chor±gwi,
zbarażczyk...
– Na Boga! toż ja największego w Polsce rycerza widzę! – zakrzykn±ł Charłamp. – Czołem,
czołem!
– A to Stanisław, rotmistrz kaliski – mówił dalej pan Wołodyjowski – który spod Uj¶cia wprost
jedzie.
strona 235poprzednia strona strona 237 kolejna strona czas na poker
poker |