pokerczytasz strone nr 397
Ale trzech jeźdźców nie zwróciło niczyjej uwagi,
jeno dzieciaki chłopskie umykały z drogi bosymi nogami przed końmi; chłopi zaś widząc pięknego
oficera kłaniali mu się czapkami do ziemi. On zaś jechał naprzód i minąwszy wieś ujrzał przed sobą
poker dwór, stare gniazdo billewiczowskie, a za nim rozległe sady kończące się hen, aż na niskich łąkach.
Kmicic zwolnił jeszcze kroku i począł rozmawiać sam ze sobą; widocznie układał sobie odpowiedzi
na pytania, a tymczasem poglądał zamyślonym okiem poker na wznoszące się przed nim budowle.
Nie była to wcale pańska rezydencja, ale na pierwszy rzut oka odgadłeś, iż musiał tu mieszkać
szlachcic więcej niż średniej fortuny. Sam dom, zwrócony tyłem do ogrodów, a przodem do głównej
drogi, był ogromny, bambapoker ale drewniany. Sosny na ścianach pociemniały ze starości tak, iż szyby w
oknach wydawały się przy nich białe. Nad zrębem ścian piętrzył się olbrzymi dach z czterema
dymnikami w pośrodku i dwoma gołębnikami po rogach. Całe chmury białych gołębi kłębiły poker się
nad dachem, to zrywając się z łopotaniem skrzydeł, to spadając na kształt śnieżnych płatków na
czarne gonty, to trzepocząc się naokoło słupów podpierających ganek.
Ganek ów, ozdobiony szczytem, na którym herby billewiczowskie były malowane, poker psuł proporcję,
bo nie stał w pośrodku, ale z boku. Widocznie dawniej dom był mniejszy, ale później dobudowano
go z jed nej strony, lubo i część dobudowana sczerniała już tak z biegiem lat, że nie różniła
się niczym od starej, Dwie oficyny, niezmiernie długie, wznosiły się po obu stronach właściwego
dworu, stykając się z nim bokami i tworząc jakby dwa ramiona podkowy.
strona 396poprzednia strona strona 398 kolejna strona czas na poker poker |